O firmie

Pasja, wizja i pieniądze 2007-12-05 12:09:00

Źródło: managermagazin 12/07
Autor: Piotr Stefaniak

Innowacje. Wielu polskich menedżerów nie rozumie sensu stawiania na innowacyjność. Zdecydowanie za małe nakłady na badania i rozwój oraz zły model współpracy polskiej nauki z naszymi przedsiębiorstwami nie biorą się więc z niczego.
  Człowiek z natury jest leniwy i dlatego wymyśla kolejne wynalazki. Większość pomysłów rodzi się w czasie pokoju, z chęci ulżenia sobie w pracy, podniesienia jej wydajności lub w celach... rozrywkowych. Powstają planowo, metodycznie albo przypadkowo - jak stało się z jednym z najnowszych wynalazków, który za jakiś czas może doprowadzić do przełomu w technice i przemyśle.
  Ideę bezprzewodowego przekazu energii, opartego na zjawisku rezonansu dwóch cewek, stworzył prof. Marin Soljacic (rocznik 1974) ponoć wtedy, gdy kolejny raz obudził go w nocy telefon komórkowy przypominający, że musi go doładować. Rozwijał ją z zespołem badawczym z prestiżowej amerykańskiej uczelni MIT, aż w czerwcu tego roku zapalił sześćdziesięciowatową żarówkę, która nie była podłączona kablem do źródła energii. Czy Polacy są zatem mniej leniwi, że tak mało słychać o ich wynalazkach?

Dane statystyczne są bezlitosne. Co roku polskie firmy zgłaszają do Europejskiego Urzędu Patentowego zaledwie kilkadziesiąt wniosków o ochronę technologii (patentów) - czyli średnio 2,7 na milion mieszkańców. Ten wskaźnik w Unii Europejskiej sięga 134. Jedynie co dziesiąte krajowe przedsiębiorstwo inwestuje w badania i rozwój (R&D). W efekcie produkty wysokich technologii mają zaledwie 6 proc. udział w polskim eksporcie (dla porównania: w irlandzkim - aż 50-procentowy). Jednak rzeczywistość oceniana nie przez pryzmat statystyki jest nieco mniej czarna.
  Wiele innowacyjnych pomysłów powstających w Polsce znajduje nabywców w USA, Europie Zachodniej i Japonii - stwierdza Beatrice Shepherd, dyrektor wydziału Europy Środkowo-Wschodniej we Frost & Sullivan.
  Świat je kupuje, ponieważ są rewelacyjne. I u nas więc można spotkać badaczy z pasją i z błyskiem w oku, a co istotne, potrafią oni samodzielnie lub przy pomocy przedsiębiorców zamienić pomysł w dochodowy biznes.
  Na listopadowym kongresie AAO, który odbył się w Nowym Orleanie, polska spółka z Zawiercia Optopol Technology zaprezentowała dwa tomografy okulistyczne nowej generacji.
- Wywarliśmy ogromne wrażenie - mówi Adam Bogdani, prezes firmy.
  Spektralna tomografia od kilku zaledwie lat jest podstawową metodą badań diagnostycznych w okulistyce. Pozwala w czasie rzeczywistym zbadać dno oka, siatkówkę i tarczę nerwu wzrokowego - dzięki skanowaniu ich struktury laserem.
  Nowe tomografy z Zawiercia uzyskują do 55 tyś. skanów (czyli przekrojów) na sekundę, a obrazy mają rozdzielczość trzech mikronów.
- Konkurencja dopiero teraz zaczyna wprowadzać na rynek wolniejsze tomografy pierwszej generacji, jakie sprzedajemy od wielu miesięcy - podkreśla prezes Adam Bogdani.
  Optopol był technologicznym pionierem. Adam Bogdani, prawnik z wykształcenia, usuwa się skromnie na drugi plan, gdy mówi o zamianie teorii i metody spektralnej tomografii na produkt („była ona prezentowana na konferencjach naukowych już pod koniec lat 80."). Zrobiła to grupa naukowa z Zakładu Fizyki Medycznej Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu pod kierownictwem prof. Andrzeja Kowalczyka i dr. Macieja Wojtkowskiego. Niemniej jednak sukces biznesowy Optopolu jest zasługą właśnie prezesa Bogdaniego. To on doprowadził do aplikacji patentowych, opracował konstrukcje, a następnie zorganizował wytwarzanie i sprzedaż specjalistycznego sprzętu medycznego. Dziś Optopol sam tylko spektralny tomograf okulistyczny eksportuje do 60 krajów.
  Spółka pływa wśród rekinów, których przychody sięgają często kilku miliardów dolarów, przy jej skromnych 34,5 min złotych. Dlatego zarząd Optopolu złożył aplikację do Komisji Papierów Wartościowych o dopuszczenie walorów do publicznego obrotu. Pozyskane środki przeznaczy na badania naukowe i rozwój technologii oraz na akwizycje. Dwa lata temu firma zatrudniała 50 osób, teraz - 150.
-  Nie mamy żadnych kompleksów wobec światowych graczy - zdecydowanie stwierdza prezes Bogdani. - Mamy za to wizję i pasję, bez których nie bylibyśmy w miejscu, gdzie jesteśmy.Na internetowych stronach PLL LOT biuro obsługi klienta prowadzi... wirtualna stewardesa. Pani Kasia, tak jej na imię, odpowiada na pytania podróżnych i pomaga odnaleźć informacje z serwisu LOT-u. Od kiedy pracuje, przeprowadza do 500 rozmów dziennie, a liczba zapytań drogą elektroniczną spadła do 70 proc. w miesiącu, co przynosi wymierne oszczędności.
  Ten awatar (reprezentant świata wirtualnego) stworzony został przez dziesięcioosobowy zespół informatyków, skupionych wokół trzech właścicieli spółki InteliWise. To w niej właśnie opracowuje się oprogramowanie komputerów, przydające im nieco więcej „sztucznej inteligencji", co z kolei pozwala na analizę i syntezę języka naturalnego przez maszynę, a także na logiczny dialog z człowiekiem.
- Jesteśmy w awangardzie nie tylko ze względu na pomysł, ale i na moment uruchomienia rozwiązania - nie kryje dumy prezes Marcin Strzałkowski.
  Prace nad programem zespół rozpoczął pięć lat później od kilku firm zachodnich. Dzięki temu przeskoczono dwa pośrednie etapy technologiczne. Konkurencja pisała programy pod powolny internet i pod małej mocy procesory, a ponieważ radykalnie zwiększyła się szybkość przesyłania danych oraz mocy obliczeniowej, InteliWise oferuje już bardziej optymalne rozwiązania do najnowszych zastosowań.
- W pewnych technologiach Polska istotnie ma możliwość ominięcia kolejnych faz rozwoju i stawania do konkurencji z firmami zachodnimi z sektora
hi-tech - uogólnia tę interesującą sytuację Beatrice Shepherd.
  Teraz InteliWise rozbudowuje program do postaci konwergentnej platformy, którą da się wykorzystać do masowych zastosowań, również przez małe i średnie firmy.
- Rynek wirtualnych asystentów wciąż znajduje się we wczesnej fazie rozwoju, dlatego widzimy ogromne szansę rozwoju, ale też awansu - nie kryje Marcin Strzałkowsi.
  Silne natarcie małych przedsiębiorstw odnotowuje zespół pod kierownictwem doc. Tadeusza Baczki z Instytutu Nauk Ekonomicznych PAN. Dla potrzeb trzeciego „Rankingu 500 najbardziej innowacyjnych firm" przeanalizował 26 tyś. przedsiębiorstw oraz wybrał spośród nich 3  tyś., które prowadzą różne działania innowacyjne - w szerszym zakresie niż wynikałoby to z krajowej przeciętnej. W tej grupie dominują średnie i małe spółki, ale jest też duża reprezentacja przedsiębiorstw mikro. Czy to nowe zjawisko, zwiastujące zmiany w polskiej innowacyjności? Nic tak nie trafia do wyobraźni menedżerów i właścicieli, jak marzenie o szybkim awansie oraz wyrwaniu się z działalności garażowej.
  W jednym pokoju rozpoczynał na przykład karierę dr Lechosław Ciupik. W połowie lat 90. wrócił do kraju, po kilku latach pracy na uniwersytecie amerykańskim oraz w instytutach badawczych Niemiec i Japonii. Stamtąd przywiózł pierwsze zlecenia. Na ich realizację nie pozwalała jednak skostniała struktura ówczesnej Wyższej Szkoły Inżynierskiej, w której się zatrudnił. Dlatego założył spółkę LfC. Zaczął od produkcji prostych implantów kręgosłupowych leczących skoliozy.
- Pewnego dnia przypadek popchnął mnie i współpracowników w nowe obszary innowacji - opowiada dr Ciupik i wyjaśnia, że żona ordynatora oddziału ze szpitala, który leczy schorzenia kręgosłupa zachorowała na raka piersi. Choć przeprowadzona operacja mastektomii była udana, rak zdążył zająć kilka kręgów.
- Jak mogę jej pomóc? - pytał bezradny mąż. Z problemem zmierzył się zespół dr. Ciupika i z innych ośrodków medycznych. Było to ogromne wyzwanie, implanty musiały zachować wszystkie właściwości naturalnych kręgów. Udało się.
  Dziś system kręgosłupowy DERO to zestaw implantów, instrumentów chirurgicznych oraz procedur operacyjnych, które służą wspomaganiu kręgosłupa na całej jego długości - od potylicy do kości krzyżowej. 70 typów implantów można stosować samodzielnie, ale ponieważ są kompatybilne, daje się je łączyć i budować z nich układ leczący różne dysfunkcje kręgosłupa, a następnie go wszczepić, podczas mało inwazyjnych, operacji endoskopowych. Właśnie na tym polega światowa unikatowość metody DERO.
- Niedawno metodę chirurgicznego leczenia kręgosłupa lędźwiowego wraz z know-how na produkcję implantów i narzędzi chirurgicznych sprzedaliśmy do USA - mówi dr Ciupik.
  Sprawdzał specjalnie ten fakt i jest przekonany, że w powojennej historii polskiej nauki nie było transakcji zbycia do Stanów Zjednoczonych tak bogatego pakietu IP (wartość intelektualna - z ang. intellectual properties).
  Ogłoszona w 2000 r. tak zwana strategia lizbońska miała uczynić z Unii do 2010 r. najbardziej konkurencyjną gospodarkę świata. Już wiadomo, że to się nie uda. Co gorsza, poziom finansowania R&D w relacji do PKB nie zmienił się w krajach unijnych od dziesięciu lat (1,84 procent). I choć cała Unia nie ma powodów do zadowolenia (z małymi wyjątkami, jak Szwecja, Irlandia, Niemcy), to u nas jest szczególnie źle - pod względem działalności innowacyjnej Polska plasuje się na końcu UE. Komisja Europejska ubolewa nad dwoma podstawowymi problemami występującymi w naszym kraju: niewielkimi środkami przeznaczanymi na R&D oraz niezadowalającą współpracą polskich firm z ośrodkami akademickimi. Dlaczego tak się dzieje?
- Innowacyjność nie jest postrzegana jako czynnik wzrostu konkurencyjności przedsiębiorstw i gospodarki - uważa Aleksandra Jargot, analityk rynku automatyki przemysłowej i elektroniki z Frost & Sullivan.
  Według niej, sytuacja ta jest rezulta­tem mentalności szefów firm. Taki jest też jeden z wniosków ubiegłorocznego badania ankietowego Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego, który przeprowadzono wśród kilkuset przedsiębiorców oraz menedżerów. Aż jedna piąta z nich nie miała pojęcia o możliwościach współpracy ze środowiskiem naukowym, a więcej niż co trzeci (38 proc.) nie wiedział, jak dotrzeć do ośrodków naukowych zainteresowanych komercjalizacją badań. Z kolei w grupie menedżerów „bardziej świadomych", 56 proc. odpowiedziało, że nie widzi potrzeby współpracy z naukowcami, ponieważ nie odniesie się z tego dużych korzyści. Ponadto nisko oceniano praktyczne zastosowanie innowacji stworzonych w krajowych ośrodkach naukowych albo nie widziano, w czym one mogą pomóc.
  Naukowcy odbijali piłeczkę i większość z nich (68 proc.) twierdziła, że są autorami rozwiązań, które nadają się do komercjalizacji, tylko że przedsiębiorcy nie chcą ich kupić.
  Ten zaklęty krąg można przerwać, co pokazuje przykład CMG Komag z Katowic. Gdy jego nowy dyrektor, Andrzej Meder, powrócił do tego ośrodka po pracy w przemyśle, miał trudności z nawiązaniem kontaktów z szefami przedsiębiorstw. Otwierali szafy i pokazywali mu leżące na półkach projekty badawcze, których nie wdrożono, bo ich zdaniem były zbyt drogie lub błahe.
- Przemysł potrzebuje efektywnych rozwiązań innowacyjnych, dostosowanych do potrzeb odbiorcy - mówi Andrzej Meder. - Tę barierę pokonujemy dzięki współpracy z użytkownikami już w początkowym etapie naszych prac.
  Jeszcze kilka lat temu pracownicy naukowi Komagu robili projekt i dopiero po ukończeniu szukali nabywcy.
- Szyliśmy buty w rozmiarze 46, natomiast producent chciał numer 42 - ujmuje tę strategię Andrzej Meder.
  Od tamtego czasu naukowcy nie dostaną pieniędzy na nowy projekt (nawiasem mówiąc, na granty rozpisywane są wewnętrzne konkursy), jeżeli nie zrealizują go z potencjalnym odbiorcą.
  Na przykład we współpracy z zakładami górniczymi powstała innowacyjna technologia powłok ochronnych durachrom, która kilka razy wydłuża okres trwałości powierzchni górniczych zespołów hydraulicznych. Grupa Kopex zaczyna właśnie realizować duży kontrakt eksportowy do Chin - sprzedano tam maszyny zabezpieczone właśnie przez durachrom. Komag zaś kończy pracę nad kombajnem ścianowym, powstającym we współpracy z Kopeksem, o mocy drążenia siedem razy większej od urządzeń oferowanych na rynku światowym. To może być wielki sukces.
  DLA TYCH PRZEDSIĘBIORSTW, które wprowadziły w ubiegłym roku jakiekolwiek innowacje produktowe lub procesowe (według danych GUS - było ich 42,5 proc.), największą barierę w szerszym rozwinięciu tej działalności stanowi problem ich sfinansowania. Czy pomogą w tym środki unijne? Z Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka na lata 2007 - 2013 możemy uzyskać 8,3 mld euro.
- Pamiętajmy, że co najmniej drugie tyle muszą dołożyć aplikujący przedsiębiorcy - mówi Ignacy Miedziński, prezes spółki Informatyczne Systemy   Zarządzania z Chorzowa. - W dodatku trudno pokonać bariery biurokratyczne, utrudniające dostęp do tego miodu.
  Jednak Agnieszka Gryzik, dyrektor Departamentu Wdrożeń i Innowacji MNiSW, protestuje:
-    Nowe wnioski aplikacyjne są naprawdę proste.
  Zgodnie z polskim programem „Innowacyjna gospodarka" przyjętym przez rząd, obecnie po raz pierwszy występować o granty mogą nie tylko ośrodki badawcze, ale także przedsiębiorcy, a pieniądze przeznaczać i na część R&D, i na wdrożeniową. Przy tym wystarczy w tym celu złożyć tylko jeden czterostronicowy wniosek.
  Z analiz zespołu INE PAN wynika także, że przedsiębiorstwa pokrywają nakłady na innowacje głównie z własnych środków, na drugim miejscu z kredytów bankowych, a w dalszej kolejności z pieniędzy publicznych.
- Od roku zaskakująco wysoką pozycje mają „inne" źródła finansowania, do których zalicza się fundusze wysokiego ryzyka, fundusze aniołów, seeds capital i granty bezzwrotne - przyznaje docent Tadeusz Baczko.
 Według niego, upowszechniając ten model finansowania, Polska mogłaby - tak jak USA - zwiększyć liczbę małych firm innowacyjnych i złagodzić
problem braku pieniędzy na R&D.
  Jednym z pięciu funduszy aniołów, który uzyskał już wsparcie z unijnych środków operacyjnych, jest Business Angel Seedfund. Stworzyło go na początku tego roku trzech biznesmenów: Maciej Duda, Maciej Grabski i Jędrzej Wittchen. Dzisiaj fundusz ma do dyspozycji 39 min złotych.
- Inwestujemy w firmy we wczesnej fazie rozwoju, tzw. start-upy, a nawet w pomysły na biznes, czym różnimy się od innych funduszy prywatnych mówi Michał Olszewski, prezes BAS. W zależności od potrzeb, wspieramy opracowanie strategii, dobór ludzi, pozyskiwanie   kluczowych   kontraktów, kontrolę finansową oraz, oczywiście, dostarczamy kapitał na rozwój.
  Po pół roku istnienia, BAS ma w portfelu cztery inwestycje, w tym spółkę Polymem, w której kupił udziały za 700 tyś. złotych. Polymem założyło kilku profesorów chemii Politechniki Warszawskiej, w celu produkcji membran polipropylenowych stosowanych w ochronie środowiska. Technologię taką ma tylko kilka ośrodków naukowych na świecie, a więc uruchomienie wytwarzania membran może zaowocować powstaniem wielkiego biznesu.
  KAŻDY KRAJ MA LIDERÓW innowacyjności. W Polsce po raz trzeci wskaże ich INE PAN w „Rankingu 500 najbardziej innowacyjnych firm", który powstaje we współpracy z Dun & Bradstreet i BRE Bankiem. Lista będzie wkrótce opublikowana, ale już dziś wiadomo, że większość z nich to jednak duże spółki. Dowodzi to raz jeszcze, jak ważny jest potencjał kapitału, tyle że trzeba go także odpowiednio wykorzystać.
  W sierpniu Grupa Ciech ogłosiła program rozwoju nowych produktów i technologii. Okazuje się, że dotychczas wydawała na to niewiele ponad 7 min zł (0,3 proc. przychodów), chociaż ma ośrodki naukowe i stu badaczy. Planuje tę sytuację radykalnie zmienić i w ciągu pięciu lat przeznaczać na R&D 100 min zł (1,8 proc. planowanych obrotów). To i tak mało w porównaniu z wieloma konkurentami zagranicznymi, którzy poświęcają na ten cel do 2,5 proc. przychodów. Innowacje są również istotne w firmach usługowych, szczególnie gdy sięgają one po technologie informacyjne, komunikacyjne i szkolenia personelu. Choć sektor usług odgrywa niewielką rolę jako producent wysokiej techniki, niektóre jego dziedziny, takie jak bankowość, ubezpieczenia czy usługi finansowe są znaczącymi jej użytkownikami. Innowacje z powodzeniem można stosować w dystrybucji, czego przykładem jest hurtownia PGF z Łodzi.
- Dzięki naszym pomysłom wykorzystującym internet wyprzedzamy konkurencję przynajmniej o dwa lata - zaznacza prezes Jacek Szwajcowski.
Ostatnie badania Frost & Sullivan dotyczące polskiego rynku automatyki i elektroniki pokazują, że Polska staje się centrum badań i rozwoju dla międzynarodowych korporacji. Już działa u nas 40 centrów R&D zagranicznych inwestorów, w których obecnie pracuje ponad 4,5 tyś. osób.
Pierwsze jaskółki? Może i tak. Ale wiosna dla polskiej innowacyjności nastanie dopiero wtedy, gdy te jaskółki znajdą liczniejszych naśladowców.

« powrót
(c) OPTOPOL Technology S.A. Wszelkie prawa zastrzeżone.
realizacja: intersum.pl
Regionalny Program Operacyjny Województwa Śląskiego – realna odpowiedź na realne potrzeby
Projekt współfinansowany ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego